Optymalną temperaturą dla żółwi jest od 25°C do 35 °C. 10. Zmieniający się kolor skorupy. Czym zimniejszy klimat, tym skorupa żółwia jest ciemniejsza. 11. Oddychanie pod wodą. Żółwie wodne potrafią pobierać tlen z wody, dzięki czemu mogą spędzić długi czas bez wynurzenia. 12. Brak uszu. Pierwotnie widoczny tylko w Azji, dziś rozprzestrzenia się na większą skalę, czy to w Europie, czy w Ameryce Północnej. W Polsce nie zaobserwowano tego owada, jednak jak twierdzą eksperci, to kwestia czasu. Nieliczne przypadki widziano w Niemczech, a więc za zachodnią granicą. Pod koniec lipca naukowcy zmienili jego nazwę. Jej celem jest zapewnienie prawidłowego stosowania rozporządzenia nr 1143/2014 z dnia 22 października 2014 r. w sprawie działań zapobiegawczych i zaradczych w odniesieniu do wprowadzania i rozprzestrzeniania inwazyjnych gatunków obcych. Inwazyjne gatunki obce (IAS) wywierają znaczący wpływ na różnorodność biologiczną. Ustawa o zwierzętach "niebezpiecznych". A dokładnie nie ustawa, tylko rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 3 sierpnia 2011 r. w sprawie gatunków zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi, wydane na podstawie przepisów ustawy o ochronie przyrody, jako uzupełnienie tych przepisów. Ogłoszone zostało w Dz.U. z 2011 r., Nr 173, poz.1037, wydanym w dniu 22 sierpnia 2011 r . W Polsce pojawia się coraz więcej gatunków zwierząt do tej pory niewystępujących w naszej strefie klimatycznej. Sami je sprowadzamy lub do nas przywędrowują i zadomawiają się, wypierając rodzime gatunki zwierząt. W ciągu ostatnich 200 lat do Polski zawitało wiele nowych gatunków zwierząt i roślin, które wcześniej u nas nie występowały. Szacuje się, że może być ich ponad 1500 (w całej Europie nawet 11 tys.). Część z nich przywędrowała w efekcie zmian klimatycznych, inne ściągnął człowiek, a następnie wprowadził do środowiska – czasem celowo, czasem przez przypadek. Wiele to gatunki inwazyjne, czyli takie, których pojawienie się i rozprzestrzenianie poza granicami naturalnego zasięgu występowania stwarza zagrożenie dla różnorodności przyrodniczej, ponieważ często w nowych środowiskach nie mają naturalnych wrogów. Jednym z przykładów jest stanowiąca ogromne zagrożenie dla wielu ptasich populacji norka amerykańska, która niemal całkowicie wyparła już naszą norkę europejską. Zwierzę pojawiło się w polskim ekosystemie oczywiście w konsekwencji ucieczek z ferm hodowlanych – więcej można przeczytać w Raporcie na temat przemysłu futrzarskiego w Polsce na tej stronie internetowej. Inne takie zwierzę to jenot, który przywędrował do nas około 70 lat temu zza wschodniej granicy, gdzie wcześniej sprowadzono go z Chin, Korei i Japonii. Po co to zrobiono? Żeby polować na niego ze względu na piękne futro bez konieczności zakładania ferm… Wprawdzie wpływ jenota na polski ekosystem jest jak na razie słabo zbadany, ale wiemy na pewno, że ten ssak wyrządza duże szkody w koloniach lęgowych ptaków wodnych i wodno-błotnych. Jakieś 130 lat temu w Europie introdukowano amerykańskiego raka pręgowanego, odpornego na dżumę raczą dziesiątkującą w tamtych czasach populację rodzimych raków. Okazał się jednak nieprzydatny gospodarczo ze względu na małe rozmiary i gorszy smak, natomiast za sprawą odporności na niekorzystne warunki środowiska i choroby nie tylko wypiera nasze raki (szlachetnego i błotnego), ale na dodatek nadal jest nosicielem dżumy… Berniklę kanadyjską sprowadzono do Anglii w drugiej połowie XVIII dla zwiększenia różnorodności gatunkowej – zasiedlono nią liczne stawy i jeziora parkowe. Niestety nikt nie przewidział konsekwencji pojawienia się ptaków, które szybko zaczęły się rozprzestrzeniać, a dołączyli do nich uciekinierzy z hodowli i ogrodów zoologicznych. Bernikle kanadyjskie to konkurenci rodzimych gatunków. Bywają agresywne w stosunku do innych ptaków wodnych podczas walki o miejsca lęgowe i pokarm. Poważny problem to parowanie się bernikli z dzikimi gęsiami – krzyżując się, dają niepłodne potomstwo całkowicie bezwartościowe dla natury, ale będące konkurencją dla innych osobników. Gęsi to ptaki długowieczne (w niewoli mogą dożyć ponad 50 lat, w naturze około 20-30) i tworzą pary na całe życie. W związku z tym jeżeli dzika gęś zwiąże się z hybrydą, jest praktycznie stracona dla swojego gatunku, gdyż nigdy nie doczeka się młodych. Największe obawy wzbudza obecnie hybrydyzacja bernikli kanadyjskiej z gęsią małą – gatunkiem poważnie zagrożonym wyginięciem. Prawie 1/3 obecnie spotykanych w polskich wodach ryb należy do gatunków nierodzimych! Wśród nich jest… karp, sprowadzony do Polski na przełomie XII i XIII wieku. Ryba ta pochodzi ze zlewisk mórz Czarnego, Kaspijskiego i Aralskiego. W polskich wodach praktycznie się nie rozmnaża ze względu na zbyt niską temperaturę wody, w której nie ma warunków do rozwoju ikry. Obecność karpia w naszym kraju umożliwiają wyłącznie prowadzone corocznie zarybienia zbiorników (karp stanowi 80 proc. zarybień wód otwartych). Bardzo negatywnie oddziałuje na rodzime gatunki ryb, nie tylko konkurując z nimi o pokarm, ale też degradując środowisko wodne. Penetrując dno, uwalnia z osadów duże ilości biogenów i wprowadza je do wody, co przyczynia się do zakwitów glonów i przyspiesza tempo eutrofizacji naturalnych akwenów. Żółw czerwonolicy to podgatunek północnoamerykańskiego żółwia ozdobnego, który naturalnie występuje w środkowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Obecnie żyje jednak na każdym kontynencie poza Antarktydą. W latach 90. XX wieku rocznie eksportowano 3-4 mln żółwi czerwonolicych, a bezmyślni hodowcy z całego świata, kiedy zwierzęta urosły lub się znudziły, wypuszczali je do najbliższego zbiornika wodnego. Obecnie uważa się żółwia czerwonolicego za jeden ze 100 najniebezpieczniejszych obcych gatunków inwazyjnych na świecie. W 1997 roku w celu ochrony rodzimych zasobów przyrodniczych Unia Europejska wprowadziła całkowity zakaz importu okazów tego gatunku na teren Wspólnoty. W 2012 roku w Polsce rozpoczął się spis powszechny żółwi czerwonolicych (wszyscy właściciele gatunków inwazyjnych muszą mieć zezwolenia na ich hodowlę). Ten gad jest taki groźny, ponieważ przede wszystkim wypiera europejskiego żółwia błotnego, z którym konkuruje o plażowiska (miejsca do wygrzewania się na słońcu), pokarm i miejsca lęgowe. Jest od niego silniejszy i agresywniejszy. Poza tym to skuteczny drapieżnik, który może całkowicie oczyścić zbiornik wodny z płazów, a także plądrować gniazda ptaków. Z uwagi na zbliżone warunki klimatyczne panujące w naszym kraju i w północnej części naturalnego zasięgu występowania w USA gady te mogą skutecznie przetrwać nawet surowe zimy. Bywają też przypadki niecodzienne, które często wydają się zabawne i podbijają internet. Rzeczywistość nie jest jednak kolorowa. Gatunki egzotyczne po zaaklimatyzowaniu się w nowym środowisku mogą rozpocząć inwazję na rodzimą faunę i florę, wprowadzając do środowiska nowe patogeny i choroby. Przykładowo opolską Nysę zamieszkuje kolonia zielonych papużek. Aleksandretta obrożna to ptak o długości około 40 cm, naturalnie występujący w środkowej Afryce i Półwyspie Indyjskim z Cejlonem. Dwa lata temu polską populację aleksandretty szacowano na około 70 osobników zbiegłych z hodowli, ale w maju zeszłego roku po raz pierwszy potwierdzono lęgi – właśnie w Nysie. Papugi przetrwały zimę, jedząc ziarno wystawiane w karmnikach. Niestety w przyszłości aleksandretty mogą być zagrożeniem dla naszego ekosystemu, wypierając nie tylko rodzime gatunki ptaków gniazdujących w dziuplach, lecz również nietoperze – papugi są w stanie nawet zabić te ssaki. Neocaridina davidi to słodkowodna krewetka karłowata naturalnie zamieszkująca wody Chin i północnego Wietnamu. To gatunek bardzo łatwy w hodowli i pielęgnacji, dlatego popularny wśród miłośników akwarystyki. Niestety, właśnie te cechy połączone z bardzo niską ceną krewetek sprawiają, że każdy może je hodować. Około 2003 roku ktoś wypuścił te zwierzęta do wód Odry. Krewetki do dziś zamieszkują kanał, do którego odprowadzane są podgrzane wody z elektrowni w Gryfinie, 25 km od Szczecina. Podobnie zresztą wygląda sytuacja piranii, które można kupić za kilka złotych. Do tej pory zaobserwowano je w zalewie Rybnickim, w okolicach Bydgoszczy, w dolnej Odrze, Warcie i Wisłoce, żwirowni niedaleko Choruli i wielkopolskich jeziorach. Zupełnie inny przypadek to emigrujące gatunki, których nie można nazwać obcymi, gdyż pojawiły się naturalnie, bez ingerencji człowieka. Takim zwierzęciem jest np. szakal złocisty – ssak bliskowschodni, uznawany za rodzimy w pasie od Bałkanów po Indochiny. Pojawił się w Polsce dość niedawno, bo dopiero w 2015 roku, ale już w lipcu dwa lata później ówczesny minister środowiska Jan Szyszko wydał zarządzenie, na mocy którego na szakala złocistego można polować od sierpnia obecnego roku. Właściwie w jakim celu, skoro nie jest to gatunek obcy inwazyjny, a potwierdzonych obserwacji szakala w Polsce jest… 10? Naukowcy są przekonani, że odstrzał szakali uderzy w wilki, bo myśliwi będą mylić te dwa gatunki podczas polowań. – Nie należę do zwolenników teorii spiskowych, ale może właśnie o to chodziło? Skoro nie udało się w inny sposób doprowadzić do redukcji populacji wilków, to rozwiązanie tego problemu wprowadzono tylnymi drzwiami, dopuszczając polowania na szakale – mówi prof. Henryk Okarma z Instytut Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. Od strony Bieszczad zbliża się do nas tarantula ukraińska – największy pająk kontynentalnej Europy. Trudno powiedzieć, kiedy właściwie pojawił się po polskiej stronie granicy. W 2008 roku po raz pierwszy zaobserwowano go na Białorusi, a pięć lat później można już było mówić o inwazji na zachodnią część tego kraju. Tarantule mają masywną budowę ciała, osiągają 28-40 mm długości. Kiedy poczują zagrożenie, stają się bardzo agresywne. Ich ukąszenie jest niezwykle bolesne, ale nie zagraża zdrowiu człowieka. Wprawdzie kolejny stawonóg – modliszka – najliczniej występuje w strefie tropikalnej i subtropikalnej, ale jeden z przedstawicieli tego gatunku to nasz rodzimy owad. Modliszka zwyczajna jeszcze kilkanaście lat temu występowała zaledwie w kilku miejscach w południowo-wschodniej Polsce. Wraz z ociepleniem klimatu zaczęła bardzo szybko rozprzestrzeniać się na północ, dotarła nawet do Białegostoku. Niestety, wraz z pierwszymi przymrozkami wszystkie dorosłe osobniki giną. Zimę i mrozy dochodzące do -40 st. C przeżywają za to jaja ukryte w kokonach niezwykle odpornych na każdą pogodę. Kolejny coraz częściej spotykany w Polsce egzotycznym gatunkiem to żołna – kolorowy ptak wędrowny. Zimuje w Afryce na południe od Sahary, a lato zwykle spędza na południu Europy i Azji oraz w Afryce. Pierwsze – bardzo rzadkie i nieregularne – obserwacje tego ptaka w Polsce pochodzą z połowy XVIII wieku. Wraz ze wzrostem średnich temperatur w Polsce żołn przybywa i od lat 90. regularnie zwiększa się liczba gniazdujących par. Gatunki obce inwazyjne to ogromne zagrożenie dla bioróżnorodności ekosystemów. Ich obecność wiąże się z wypieraniem rodzimych zwierząt, przeobrażaniem lub nawet niszczeniem środowiska, wprowadzaniem obcych pasożytów i patogenów. Żyjemy w czasach, kiedy możemy zapobiegać niechcianej introdukcji, więc dlaczego nie robimy tego skutecznie? Tekst: Martyna Sobótka Tekst ukazał się w numerze 11/2019 Magazynu Vege Inwazyjne gatunki zwierząt najczęściej trafiają do środowiska wypuszczane przez ludzi. Trzeba z nimi walczyć, nim się rozprzestrzenią – dlatego ważne jest stworzenie azylów, w których takie zwierzęta mogłyby żyć, nie powodując szkód – mówią eksperci w rozmowie z PAP. Do tej pory w Polsce zidentyfikowanych zostało niemal dwa tysiące gatunków obcego pochodzenia – czyli gatunków roślin i zwierząt, które nie znalazły się na terenie naszego kraju w sposób naturalny, ale w wyniku działalności człowieka. Większość z nich nie jest w żaden sposób szkodliwa – nie oddziałuje negatywnie na przyrodę, gospodarkę czy na zdrowie człowieka. Bez części z nich wręcz nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia: rośliny takie, jak ziemniaki, czy zwierzęta takie, jak kury czy świnie, to w większości miejsc na świecie gatunki obce. „Jest jednak niewielka grupa gatunków, w przypadku której oddziaływania takie są bardzo silne: właśnie te gatunki zwierząt i roślin nazywamy inwazyjnymi gatunkami obcymi” – tłumaczy w rozmowie z PAP dr Wojciech Solarz z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. Obce gatunki mogą przedostawać się na nowe terytoria przeróżnymi drogami: według danych zbieranych przez Komisję Europejską istnieje ok. 40 takich sposobów. Gatunki mogą przenieść się na nowe tereny po zlikwidowaniu naturalnej bariery geograficznej (np. wybudowaniu kanału), wydostawać z hodowli czy uprawy w warunkach kontrolowanych – bądź też być przywożone do nowego kraju wraz z importowanymi towarami. „Nie ma już na szczęście takich pomysłów, jak to było jeszcze w XIX i na początku XX wieku: sprowadzanie obcych gatunków zwierząt i celowe wsiedlanie ich do środowiska, żeby na przykład było ładnie albo żeby zwiększyć liczbę gatunków” – opowiada dr Solarz. Jak tłumaczy badacz, egzotyczne gatunki zwierząt najczęściej trafiają dzisiaj do środowiska wypuszczane przez dotychczasowych właścicieli. „Wiele z potencjalnie inwazyjnych gatunków – których być może jeszcze nie ma w środowisku naturalnym w Polsce, ale znajdują się na unijnej liście gatunków zakazanych – zostaje przywiezionych do kraju w celu ich hodowli. Następnie uciekają swoim właścicielom albo właśnie są przez nich wypuszczane” – mówi. Przykładem takiego rozpowszechnionego w Polsce gatunku są choćby pochodzące z Ameryki żółwie czerwonolice. Po wypuszczeniu do środowiska naturalnego stają się one konkurencją dla naszego rodzimego żółwia błotnego: walczą z nimi o pokarm i miejsca odpoczynku, a ponadto mogą przenosić na żółwie błotne pasożyty i choroby. Dr Solarz przekonuje jednak, że wbrew pozorom, to nie najbardziej rozpowszechnione gatunki inwazyjnych zwierząt i roślin powinny znajdować się w centrum naszego zainteresowania. „Przez to, że są one tak szeroko rozpowszechnione, nie jesteśmy niestety w stanie wiele na nie poradzić. W przypadku takich szeroko rozpowszechnionych gatunków inwazyjnych możemy już tylko próbować ograniczać ich występowanie i negatywny wpływ w określonych miejscach – np. na terenach przyrodniczo cennych, takich jak parki narodowe czy obszary Natura 2000. Natomiast w skali całej Polski jest to niewykonalne – zarówno z powodów technicznych, jak i ekonomicznych” – dodaje ekspert. „Tak naprawdę powinniśmy więc swoje działania koncentrować na gatunkach, które są jeszcze rzadkie i na tyle mało rozpowszechnione, że istnieje szansa na takie nimi zarządzania, żeby przyniosło to efekt w skali całego kraju” – stwierdza. Kluczowe jest więc utrzymanie pod kontrolą liczebności obecnych już w Polsce gatunków egzotycznych. Jednym z najbardziej podstawowych sposobów prowadzenia tej kontroli jest właśnie zapobieganie wypuszczaniu tych zwierząt na wolność. Andrzej Kepel z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra” zwraca jednak uwagę, że w Polsce praktycznie nie ma możliwości odpowiedzialnego pozbycia się żywych okazów gatunków egzotycznych. „Jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby stworzenie azyli, które byłyby w stanie przyjmować te zwierzęta” – stwierdza. Zauważa on, że choć z ekonomicznego punktu widzenia najskuteczniejsze wydaje się usypianie zwierząt – jednak przyjęcie takiej strategii najpewniej przyniosłoby skutek odwrotny od zamierzonego. „Żaden właściciel zwierzęcia, nawet jeśli obecnie niezbyt się nim interesuje i ma dość jego trzymania, nie odda go na śmierć. Świadomość, że zostałyby poddane eutanazji, de facto skutkowałaby tym, że takie zwierzęta nie trafiałyby do punktów, które mogłyby je przyjąć, tylko byłyby wypuszczane na wolność” – tłumaczy. „Jeżeli chcemy, żeby ludzie, którzy już nie chcą lub nie mogą przetrzymywać takich zwierząt, oddali je – musimy stworzyć miejsca, w których zapewni się im dobre warunki życia, aż do naturalnej śmierci” – mówi Kepel. Dodaje przy tym, że choć przygotowywane były programy, które miały zaradzić problemowi wypuszczania do środowiska zwierząt egzotycznych, to ich realizacja za każdym razem napotyka barierę finansową. „Organizacje pozarządowe by to mogły zrobić – ale one też musiałyby mieć zagwarantowane środki” – podkreśla. PAP – Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka kflo/ zan/ Źródło: Kojarzycie maleńkie żółwiki ozdobne, sprzedawane masowo w sklepach zoologicznych jeszcze do niedawna? Mimo swojego sympatycznego wyglądu są one – wraz z innymi obcymi gatunkami – zagrożeniem dla rodzimej przyrody oraz człowieka. Jak się znalazły w środowisku, w jaki sposób szkodzą i co począć z tym problemem? Zapraszam do lektury!Przeczytaj poprzednie artykuły z cyklu “Wrocławska przyroda”O żółwiu ozdobnym zdań kilkaŻółw ozdobny Trachemys scripta (bo to o nim będzie mowa) dzieli się na trzy podgatunki, które spotkać można w Polsce – żółwia czerwonolicego, żółtolicego i żółtobrzuchego. Jego naturalny obszar występowania to Stany Zjednoczone, głównie środkowo-wschodnia część kraju. Jest to gatunek żółwia ziemno-lądowego, spędzającego większość swojego czasu w wodzie lub na brzegach osobniki mają atrakcyjny wygląd i są niewielkie, nie większe od pięciozłotówki, dlatego były chętnie kupowane do domowych terrariów. Niestety żółwie te rosnąc, osiągają znaczną wielkość – pancerz może mieć nawet do 30 centymetrów. Szybko rosną, są bardzo żarłoczne i dość kłopotliwe w hodowli, z czego większość klientów sklepów zoologicznych nie zdawała sobie sprawy. Bardzo często ludzie kupowali małe żółwiki, podejmując decyzję pod wpływem chwilowego impulsu, a nie wiedzy na temat docelowej wielkości i wymagań czerwonolicy – jeden z podgatunków żółwia ozdobnego. Fot. Bartłomiej GorzkowskiHistoria inwazji gatunkuW przeszłości żółwie ozdobne były jednym z najpowszechniej rozmnażanych na fermach hodowlanych gatunków żółwi, z których był importowany do wielu krajów na całym świecie, w tym do Polski. Roczny eksport tego gatunku z USA wynosił nawet 7,8 mln osobników, z czego niemal 30% trafiało do Europy. Na nasz kontynent żółwie czerwonolice były sprowadzane od przełomu lat 50. i 60. XX wieku i w tym samym czasie miały miejsce pierwsze stwierdzenia uwolnionych z hodowli osobników tego gatunku w środowisku w 1997 r. zakaz importu najpopularniejszego podgatunku, żółwi czerwonolicych, do Europy sprawił, że został on w handlu zastąpiony żółwiem żółtolicym i żółwiem żółtobrzuchym. W latach 1994-1997 sprowadzono do Polski niemal 450 000 osobników żółwi czerwonolicych, a od połowy pierwszej dekady XXI wieku zastąpiono je żółwiami żółtolicymi i żółtobrzuchymi. Poza legalnym importem, żółwie te sprowadzano także nielegalnie (głównie z Czech i Ukrainy).Podobnie jak w przypadku żółwia czerwonolicego, konsekwencją popularności dwóch pozostałych podgatunków żółwia w hodowlach było ich uwalnianie do środowiska przyrodniczego. Część osobników została wypuszczona i (jak często bywa w takich przypadkach) dostosowała się do nowych warunków. W niektórych krajach Europy (np. Francji, Hiszpanii i Chorwacji) mogą się one nawet ozdobne we WrocławiuNajwcześniejsze zanotowane obserwacje żółwi we Wrocławiu pochodzą z połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku – zwierzęta zauważone zostały przez wędkarzy. W 2003 roku oszacowano liczbę żółwi żyjących w Fosie Miejskiej na 14 osobników. W 2005 roku stwierdzono je również w innych zbiornikach wodnych Wrocławia – przy Nowej Karczmie, na Pilczycach oraz w Parku Szczytnickim. Obecnie żółwie te spotyka się także w innych zbiornikach na terenie miasta, gdzie stanowią zagrożenie dla rodzimej fauny oraz dla człowieka. W latach 2008-2012 Studenckie Koło Naukowe Herpetologów prowadziło inwentaryzację Fosy Miejskiej, podczas której stwierdzono kilkadziesiąt – po przeprowadzonej modernizacji Fosy Miejskiej trudno oszacować ile żółwi w niej zostało. Z pewnością jednak wciąż żyją one w jej wodach, co potwierdził monitoring z 2018 roku, prowadzony przez Towarzystwo Herpetologiczne NATRIX. Poza tym żółwie w Fosie wypatrzyć można w niemal każdy słoneczny dzień, kiedy wygrzewają się na jej brzegach lub leniwie unoszą się na powierzchni wody. Nie zauważono dotychczas we Wrocławiu prób składania jaj przez ten gatunek, chociaż były obserwowane zachowania godowe. Zmiany klimatu powodują jednak, że udany rozród jest jedynie kwestią czasu. A wtedy problem będzie coraz Fosy Miejskiej w 2018 roku. Fot. Towarzystwo Herpetologiczne NATRIXSkąd obce żółwie w środowisku naturalnym?Główną przyczyną wnikania żółwi ozdobnych do środowiska przyrodniczego w Polsce jest celowe wypuszczanie hodowanych osobników przez właścicieli – w momencie, gdy zwierzę się znudzi lub gdy przestaje się mieścić w terrarium, a jego utrzymanie staje się coraz bardziej wymagające. Z pewnością większość osób „uwalniających” żółwie do środowiska uważa, że robi dobrze, bo „zwraca zwierzęciu wolność”, ale nie jest to wcale dobre i humanitarne dość, że jest to sprzeczne z przepisami prawnymi dotyczącymi ochrony przyrody, to wpływa negatywnie na same żółwie (część z nich ginie) oraz na rodzime gatunki i ekosystemy. Te z żółwi, które przeżyją, stają się zagrożeniem dla wielu gatunków naturalnie występujących zwierząt. Żółwie są długowieczne, a dorosłe nie mają w naszych warunkach żadnych naturalnych wrogów. Uwolnione do środowiska przyrodniczego mogą w nim przebywać ozdobny w stawie na Pilczycach. Fot. Towarzystwo Herpetologiczne NATRIXZagrożeniaŻółw ozdobny został zaliczony do najbardziej inwazyjnych gatunków obcych na świecie, w Europie i w Polsce, a konsekwencje jego wypuszczania do środowiska mogą być poważne. Obce gatunki żółwi są źródłem wielu patogennych dla człowieka i zwierząt bakterii, wirusów i drożdżaków. Z tego względu niekorzystny wpływ żółwi ozdobnych może dotyczyć wszystkich bezkręgowców, płazów oraz gniazdujących na ziemi niepokojący jest fakt, że mogą być nosicielami salmonelli, co niesie ryzyko zakażenia tą bakterią ludzi – zwłaszcza że żółwie te są uwalniane do zbiorników wodnych, które często pełnią funkcje rekreacyjne. Jako stosunkowo duży i żarłoczny gatunek wpływają na populacje rodzimych gatunków płazów, młodych ptaków, niewielkich ssaków czy bezkręgowców. Są także – chociaż nie dotyczy to Wrocławia – konkurencją dla naszego rzadkiego i zagrożonego wyginięciem żółwia i przyszły stan prawnyObecnie żółw ozdobny (wraz z kilkoma innymi obcymi gatunkami żółwi) jest objęty unijnymi i krajowymi przepisami dotyczącymi inwazyjnych gatunków obcych. Zgodnie z ich zapisami zabrania się wypuszczania żółwi obcych do środowiska oraz ich przemieszczania w środowisku, obowiązuje także zakaz handlu, rozmnażania i hodowli tego gatunku. Zgodę na te działania można uzyskać od Regionalnego lub Generalnego Dyrektora Ochrony najbliższej przyszłości zostanie przyjęta ustawa o gatunkach obcych. Wszystkie przepisy dotyczące tych gatunków, w tym żółwia ozdobnego, zostaną zaostrzone, a ich złamanie będzie uznawane za przestępstwo (a nie za wykroczenie, jak to jest obecnie). Ponadto każda gmina zobowiązana będzie do podjęcia działań zmierzających do ograniczania problemu gatunków obcych, w tym do ich odłowienia ze środowiska. Aby przetestować metody odłowu, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska rozpoczęła projekt „Opracowanie zasad kontroli i zwalczania inwazyjnych gatunków obcych wraz z przeprowadzeniem pilotażowych działań i edukacją społeczną”.Aktualne działaniaW okresie czerwiec-październik 2021 roku w ramach wyżej wspomnianego projektu GDOŚ, koordynowanego przez Instytut Ochrony Przyrody PAN, prowadzone będą pilotażowe odłowy obcych gatunków żółwi w kilku lokalizacjach w Polsce. Działania te mają na celu przetestowanie metod odłowu żółwi i stworzenie opracowania zawierającego rekomendowane sposoby humanitarnego zwalczania gatunków inwazyjnych na terenie Wrocławiu za zgodą Zarządu Zieleni Miejskiej działania będą prowadzone w Fosie Miejskiej przez Towarzystwo Herpetologiczne NATRIX. Odłowy prowadzone będą na dwa sposoby: za pomocą narzędzi ręcznych (podbieraków) oraz za pomocą tzw. pułapek plażowiskowych. Żółwie po odłowieniu zostaną docelowo umieszczone w azylu, w którym bezpiecznie dożyją reszty swoich dni. Żaden żółw nie zginie w wyniku prowadzonych z pułapek plażowiskowych, wykorzystywanych przez Fundację Epicrates. Fot. Bartłomiej GorzkowskiW jaki sposób można pomóc?Oprócz wiedzy na temat skutecznych metod odłowów gatunków obcych ze środowiska, gminy będą potrzebowały wiedzy na temat miejsc przebywania żółwi. Dlatego też Towarzystwo Herpetologiczne NATRIX wraz z Fundacją Epicrates i Grupą Traszka uruchomiły formularz internetowy, pod którym można zgłosić każdego zaobserwowanego żółwia. Nie trzeba umieć rozpoznawać gatunków żółwi, wystarczy do zgłoszenia dołączyć zdjęcie – identyfikacją zwierzęcia zajmą się specjaliści z Fundacji Epicrates, która zajmuje się pomocą zwierzętom o gatunkach obcych można przeczytać także na stronie IOP PAN i fanpage`u Łowca Obcych. Ostatnio jenot został zauważony na warszawskim Ursynowie. To kolejny przykład na to, że dzikie zwierzęta coraz częściej zapuszczają się w rejony zamieszkiwane przez człowieka. Populacja jenota zwiększa się, ale spotkać go nie jest tak łatwo – przez to, że prowadzi nocny tryb życia. Zdarza się jednak być zauważonym za dnia, z daleka przypominając ni to lisa, ni to adaptacyjne jenota są bardzo duże. Jenot nie jest wybredny, a przy tym dość zwinny. Może nawet wspinać się na drzewa, wykradając jajka czy młode z gniazd. Niestety jenot to zagrożenie dla zwierząt To po prostu bardzo trudna konkurencja. Jego niemal wszystkożerność doprowadza do tego, że kradnie pokarm innym. Na dodatek zapada w sen zimowy, zabierając schronienia borsukom. Sen może być jednak przerwany, więc tak naprawdę jenot jest aktywny cały rok. I to bardzo: oprócz tego, że się wspina, może też pływać, więc łatwiej mu zdobywać i uszczuplać pokarm są też choroby, które jenot może przenosić. To nie tylko wścieklizna.– Jenoty często chorują na świerzb, ponieważ ich futro jest przystosowane do ochrony przed niskimi temperaturami, ale nie do wysokiej wilgotności polskich zim. W konsekwencji, w okresie jesienno-zimowym, łapią świerzb – mówiła portalowi Marta Węgrzyn, prezeska Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Avi".To właśnie tam takie dzikie zwierzęta będą mogły liczyć na dożywotni azyl. Od 2019 roku jenot zaliczany jest przez Unię Europejską do gatunku zwierząt inwazyjnych. W Polsce można na niego polować cały miejsca są potrzebne, bo jenot trafia do lasów polskich niekoniecznie z własnej woli. Zdarza się, że zwierzęta uciekają z farm futrzarskich. I chociaż zagrażają polskim lisom czy borsukom, to przecież nie oznacza, że muszą zostać zabite. Lepiej żeby dostały schronienie będąc pod opieką fundacji dbającej o życie dzikich często właśnie człowiek zaburza naturalne środowisko. Widać to najlepiej na przykładzie ryb. Niedawno w Poznaniu wyłowiono 4280 ryb o łącznej biomasie 65 kilogramów. Kilkanaście z nich to "złote rybki", czyli ozdobna wersja karasia.– Największym zagrożeniem dla nich, poza niszczeniem siedlisk, są ryby wpuszczane do miejsc ich rozrodu. Znajdziemy tutaj też ropuchę szarą. Niegdyś występowała traszka zwyczajna, ale wyginęła pod wpływem presji drapieżniczej ze strony ryb - komentował dr inż. Mikołaj Kaczmarski, herpetolog z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. W stawach można znaleźć też żółwie – inny gatunek inwazyjny W Polsce występuje rodzimy gatunek żółwia, czyli żółw błotny, którego bardzo często nie widzimy ponieważ jest wypierany przez inwazyjne żółwie czerwonolice. Ludzie kupując sobie małego, słodkiego żółwia czerwonolicego czy innego ozdobnego w sklepie zoologicznym, nie przewidują faktu, że zwierzę będzie żyło kilkadziesiąt lat i urośnie do znaczących rozmiarów. I że nie zawsze będzie miłe, słodkie i będzie dawało się dotykać. Te zwierzęta bardzo często są wyrzucane. Są wypuszczane do okolicznych stawów, do rzek, a tam bardzo mocno wypierają żółwia błotnego – dodawała Marta Węgrzyn. Cóż, to wszystko wpisuje się w kolejny rozdział opowieści pod tytułem "jak człowiek na własne życzenie niszczy środowisko". Warto pamiętać o tym, gdy nam się poszczęści i na swojej drodze zobaczymy między innymi jenota.

żółwie inwazyjne w polsce