W pytaniu jest "całowanie". Nie piszę o cmoknięciu w stylu cioci na przywitanie ;) Wyraźnie jest tu napisane, że jest to grzechem. ''Tu''-czyli w książce tego ojca. A ja się nie zgadzam z jego poglądami. małżeństwo jest zawarte wtedy kiedy zaczniecie stosunek seksualny ( w domyśle przebicie błony, wsadzenie [CENZURA] do dupy ) Nie jest to bowiem wezwanie do bierności. Jednym z możliwych wyjaśnień jest odwołanie się do pewnego starożytnego zwyczaju. Otóż uderzenie w prawy policzek (por. Mt 5, 39, gdzie jest mowa o nadstawianiu właśnie prawego policzka) zadawane jest grzbietową częścią dłoni. Taki cios wymierzano niewolnikowi, czyli komuś niższego stanu. Dawno temu ksiądz na religii tłumaczył, że używanie wulgaryzmów nie jest grzechem ciężkim, ale trzeba świadomie unikać okazji do grzeszenia nawet grzechami lekkimi. Jeżeli jesteś wierząca to wypadałoby się z tego wyspowiadać, bo jest to grzech. Lekki, ale nadal grzech. Masturbacja jest grzechem ponieważ jest nieetycznym zabiegiem skierowanym przeciwko miłości ludzkiej, które może prowadzić do pożądania seksualnego i tym samym poszukiwania wiekszych wrażeń w postaci partnerki, a następnie powolne staczanie się z drogi, doznając przyjemnosci, aż w końcu całkowite odłączenie od wiary. . Biblijna odpowiedź Grzech to wszelkie działanie, myśl i uczucie niezgodne z miernikami Boga. Obejmuje łamanie Jego prawa, czyli dopuszczanie się złych czynów, które są nieprawe z Bożego punktu widzenia (1 Jana 3:4; 5:17). Biblia mówi też o grzechu zaniechania, polegającym na powstrzymywaniu się od robienia tego, co słuszne (Jakuba 4:17). W językach, w których spisano Biblię, słowa tłumaczone na „grzech” oznaczają „chybiać celu”. Na przykład w starożytnym Izraelu pewni żołnierze byli tak wyćwiczeni w strzelaniu z procy, że „nie chybiali”. Wyrażenie to, przetłumaczone dosłownie, mogłoby brzmieć „nie grzeszyli” ​(Sędziów 20:16). A zatem gdy ktoś grzeszy, chybia celu, jaki wyznaczają doskonałe normy Boże. Jako Stwórca, Bóg ma prawo ustalać mierniki postępowania człowieka (Objawienie 4:11). Odpowiadamy przed Nim za wszystko, co robimy (Rzymian 14:12). Czy grzechu można uniknąć? Nie. Pismo Święte mówi, że „wszyscy zgrzeszyli i brakuje im chwały Bożej” ​(Rzymian 3:23; 1 Królów 8:46; Kaznodziei 7:20; 1 Jana 1:8). Dlaczego tak jest? Adam i Ewa — pierwsza para ludzka — byli na początku bez grzechu, ponieważ zostali stworzeni na podobieństwo Boże, jako istoty doskonałe (Rodzaju 1:27). Jednak utracili ten stan wskutek nieposłuszeństwa (Rodzaju 3:5, 6, 17-19). W rezultacie grzech i niedoskonałość odziedziczyło całe ich potomstwo (Rzymian 5:12). Właśnie dlatego Dawid, król Izraela, powiedział: „Z przewinieniem zostałem urodzony” ​(Psalm 51:5). Czy niektóre grzechy są cięższe niż inne? Tak. Na przykład w Biblii czytamy, że mężczyźni mieszkający w starożytnej Sodomie byli „źli i ciężko grzeszyli” oraz że ich grzech był „bardzo ciężki” ​(Rodzaju 13:13; 18:20). Przenalizujmy trzy czynniki, które decydują o wadze grzechu. Ciężar czynu. Biblia ostrzega nas przed takimi poważnymi grzechami, jak: niemoralność płciowa, bałwochwalstwo, kradzież, pijaństwo, wyłudzanie pieniędzy, morderstwo oraz spirytyzm (1 Koryntian 6:9-11; Objawienie 21:8). Zestawia je z grzechami popełnianymi nieumyślnie, na przykład z zachowaniem lub słowami, które ranią innych (Przysłów 12:18; Efezjan 4:31, 32). Jednak Księga ta nie zachęca do bagatelizowania mniejszych przewinień, gdyż mogą one prowadzić do złamania prawa Bożego w znacznie większym stopniu (Mateusza 5:27, 28). Pobudki. Niektóre grzechy wynikają z nieznajomości Bożych wymagań (Dzieje 17:30; 1 Tymoteusza 1:13). Chociaż Pismo Święte nie usprawiedliwia takich czynów, odróżnia je od świadomego łamania prawa Bożego (Liczb 15:30, 31). Wskazuje, że rozmyślne grzechy pochodzą ze „złego serca” ​(Jeremiasza 16:12). Częstotliwość. Z Biblii wynika też, że istnieje różnica między grzechem pojedynczym a takim, który jest popełniany wielokrotnie (1 Jana 3:4-8). Każdy, kto ‛rozmyślnie trwa w grzechu’ — i to nawet po zdobyciu wiedzy o tym, jak należy postępować — ściąga na siebie niepomyślny wyrok Boga (Hebrajczyków 10:26, 27). Ktoś, kto dopuścił się poważnego grzechu, może się czuć przytłoczony. Na przykład wspomniany król Dawid napisał: „Przeszły mi bowiem nad głową moje przewinienia; niczym wielki ciężar są dla mnie za ciężkie” ​(Psalm 38:4). Jednak Biblia daje grzesznikom nadzieję: „Niech niegodziwiec porzuci swą drogę, a krzywdziciel — swe myśli; i niech się nawróci do Jehowy, który się nad nim zmiłuje, oraz do naszego Boga, gdyż hojnie przebaczy” ​(Izajasza 55:7). Fot. Thinkstock Kiedy wchodzimy w związek, nasze życie całkowicie się zmienia. Musimy zacząć się liczyć ze zdaniem faceta, nauczyć się sztuki kompromisu i znajdować czas na spotkania. Nawet największe uczucie zanika, gdy nie jest pielęgnowane, więc w ferworze szczęścia nie zapominaj, że musisz dbać o to, co dostałaś od losu. To naturalne, że każdy popełnia błędy i ma wady, ale ze wszystkich trzeba wyciągać wnioski. Niestety często dopuszczamy się czynów oraz zachowań, które mogą mieć poważne konsekwencje. Piękna relacja zamienia się wtedy w koszmar, a uczucie miłości zastępują wzajemne pretensje, złość oraz gniew. Od tego już niedaleko do zakończenia związku. Podpowiadamy, jakie największe grzechy popełniamy, będąc w związku. Zanim pomyślisz, że Ciebie na pewno nie dotyczą, przeczytaj i zastanów się. Zrobiłyśmy mały wywiad wśród zaprzyjaźnionych par i okazało się, że 99% z nich ma je na sumieniu. Dzięki świadomości będziesz mogła ich uniknąć. Fot. Thinkstock Zaborczość Nikt nie chciałby zostać schwytany w klatkę i być przetrzymywany w niej niczym ofiara na ścięcie. Tak właśnie czują się faceci, kiedy jesteś zbyt zaborcza. Mają wrażenie, że zaraz się uduszą i będą szukali ucieczki. Szpiegowanie, wypytywanie o wszystko i wszystkich zniszczą nawet największe uczucie. Fot. Thinkstock Zbyt duża swoboda Pokazywanie się facetowi w papilotach, siusianie przy nim, regulowanie brwi oraz wszystkie czynności, które mają raczej intymny charakter, nie powinny mieć świadków. Żadnych. Nie sugeruj się infantylnym myśleniem, że jesteście jednością, niczego nie musicie przed sobą ukrywać, że to ludzkie sprawy itd. Facet ma Cię widzieć piękną i zadbaną, ale nie powinien wiedzieć, jak dużo zachodu to wymaga. Każdy musi oddawać mocz, ale zobaczenie czegoś podobnego na własne oczy zabija romantyzm… Szalejesz za swoim facetem, ale spróbuj go sobie wyobrazić siedzącego na sedesie. Dalej jest taki ponętny? Na pewno nie, więc już wiesz, co sobie pomyśli, kiedy Ty będziesz to przy nim robić. Facet nie ma wstępu do takiej sfery Twojego życia. Fot. Thinkstock Brak dbałości o romantyzm w związku Problem z tym mają zwłaszcza osoby z długim stażem. Są ze sobą tak długo, że bardziej czują się jak para przyjaciół niż dwoje szalejących za sobą z miłości ludzi. Problemy dnia codziennego, niepewność o przyszłość, rutyna oraz przyzwyczajenie robią swoje. W takim przypadku nie ma lepszego rozwiązania niż zadbanie o stworzenie romantycznych sytuacji. Nie musi to być nic wymyślnego, ale wyjście do restauracji raz na jakiś czas czy wspólny wyjazd pozwolą na odświeżenie uczucia. Fot. Thinkstock Strzelanie focha Strzelanie focha jest po prostu dziecinne i mężczyzna, widząc takie zachowanie, dojdzie do wniosku, że jesteś bardzo niedojrzała. Dorośli ludzie z reguły rozwiązują konflikty za pomocą rozmowy. Tego się trzymaj. Zrobisz na nim większe wrażenie, jeżeli przyjmiesz problem `na klatę`, będziesz unikać gwałtownych emocji i zachowasz chłodny, wyważony ton. Fot. Thinkstock Brak dbałości o wygląd fizyczny Nieważne, jak długo jesteście ze sobą: 2 miesiące czy 6 lat - Ty musisz dbać o siebie tak samo. Nie ma nic gorszego niż pokazywanie się facetowi w porozciąganych dresach, przetłuszczonych włosach czy zaniedbanych paznokciach. Nagłe przeistoczenie pięknego łabędzia w brzydkie kaczątko będzie dla niego szokiem, chociaż nic Ci nie powie wprost. Nie łudź się, że czasami zdarza Ci się takie zaniedbanie i nic się nie dzieje. Być może on jest już w trakcie poszukiwania kogoś innego… Fot. Thinkstock Marudzenie i pretensje Faceci zapytani przez nas, czego najbardziej nie lubią w zachowaniu kobiet, odrzekli, że marudzenia. Takie zachowanie jest bardzo męczące i powoduje, że oni mają nas dość. Słysząc dobrze znaną tyradę narzekań oraz pretensji, myślą tylko, jak tu najszybciej uciec… Mężczyźni lubią towarzystwo kobiet, które są pogodne i wesołe. Fot. Thinkstock Próba zamiany faceta w inną osobę Jeżeli myślisz, że on zmieni się pod wpływem związku z Tobą, to zwyczajnie jesteś naiwna. Faceta można nauczyć niektórych rzeczy, jak np. dbanie o porządek, ale nie łudź się, że zmienisz jego przyzwyczajenia, charakter i osobowość. Po pierwsze on będzie czuł się z tym okropnie, po drugie jest to po prostu niemożliwe. Musisz zaakceptować go takim, jaki jest. W innym wypadku on odejdzie, bo będzie wykończony Twoim zachowaniem. Zobacz także: 7 łóżkowych pozycji, które pomogą Ci się zakochać! Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia Zasadnicza różnica! Chwalenie jest niekonkretne, a docenia się za coś. Chwalenie wzbudza podejrzliwość i może nie przynosić korzyści, za to docenianie buduje poczucie wartości i informuje, co zostało wykonane dobrze. Nie mówimy więc: „Jesteś super”, ale np: „Myślę, że jesteś dobry w ortografii, twoje wypracowanie prawie nie ma błędów”. Samo – „Jesteś super”, wzbudza pytania: Co to znaczy super? Czy, aby na pewno jestem dobry, a może chwalą mnie na wyrost? Jeśli wiem, dlaczego jestem wart docenienia, mogę na tym budować następne sukcesy, daje mi to pewność siebie gwarancję, że w czymś jestem dobry i mogę sobie zaufać. Temat doceniania i chwalenia przyszedł mi do głowy z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że ciągle jest mało obecny w szkole. A po drugie jak bumerang pojawiają się artykuły o szkodliwości chwalenia młodych ludzi. W ostatnim numerze pisma Focus (6/189) w artykule Andrzeja Federowicza pt.: Azjatyckie tygrysy kontra zachodnie mięczaki, czytamy: „Przesadne zadowolenie z siebie może zabić największy talent” . Dalej przytaczane są badanie mające świadczyć o tym, że osoby chwalone i doceniane nie podejmują wyzwań. Claudia Muller przeprowadziła eksperyment, w którym wszystkim dzieciom powiedziano, że poradziły sobie z zadaniem wspaniale, ale tylko połowa dzieci została pochwalona za wysoką inteligencję, reszta usłyszała, że „solidnie się napracowały”. W następnym sprawdzianie, w którym uczniowie mogli sami wybrać zadania w zależności od ich trudności, pierwsza połowa uczniów decydowała się na zadania łatwiejsze. Pozostali nie bali się ryzyka. Dla mnie jest to nie do uwierzenia. Może przyczyna leży właśnie w chwaleniu, a nie – docenianiu? Nie wiem, ale martwią mnie wnioski, które pochopnie można wyciągnąć z tak przedstawionych badań. Czytamy w artykule: „Okazało się, że ci, którzy mocno wierzyli w swoje możliwości, wcale nie osiągali później lepszych wyników” Na koniec artykułu polecana jest książka Amy Chua, w której matka dwóch córek propaguje twardy „wychów” dzieci. Może (na pewno tak) nie jestem naukowcem przeprowadzającym BADANIA. Kieruję się tylko długoletnim doświadczeniem pracy nauczycielskiej. A z niego wynika, że kwiat niepodlewany więdnie, zaś dziecko niedoceniane traci! Rozmawiałam dziś ze studentką, która zwierzyła i się z historii poniżeń jakie przeszła w szkole. Nagany za literę b pisaną odwrotnie, za brzydki charakter leworęcznego pisma, za kiepskie rysunki, za brak sukcesów w matematyce itd. Teraz kończy studia, używa komputera. Nie ma znaczenia, czy bazgrze i jak pisze b, zapisała się na kurs rysunku i okazuje się, że idzie jej nieźle. Ale niestety nie wierzy w siebie, nie wierzy, że jej się coś uda, chciałby, aby ktoś jej powiedział co ma w życiu robić, boi się pracy i nowych wyzwań. A może to odosobniony przypadek? Jaka jest różnica między tym, że ktoś się komuś podoba, a tym, że kogoś się pożąda? Przecież u źródeł każdego małżeństwa leży zakochanie i pożądanie. "Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5, 28). Czy te znane słowa Jezusa oznaczają, że tylko mężczyźni pożądają kobiet? Z pewnością nie. Pożądają obie płci. Ale co to znaczy "pożądać"? I tu się pojawia terminologiczny kłopot, ponieważ dawniej "pożądać" oznaczało po prostu "pragnąć", "chcieć dobra". Wolę człowieka nazywano pożądaniem naturalnym. Dzisiaj pożądanie kojarzy się niemal wyłącznie ze sferą seksualną. Niesłusznie. Pożądanie to po prostu pragnienie. Greckie słowo "epithymia" pojawia się w Nowym Testamencie zarówno wtedy gdy mowa o żądzy jak i wtedy, by określić dobre pragnienia. Dlatego patrzenie "pożądliwe" bardziej należy wiązać z pożądliwością, czyli naturalnym ludzkim pożądaniem, które przekroczyło wyznaczone mu granice. Trochę to skomplikowane, ale "pożądać" można na skutek pożądliwości lub pożądania. Co więc robi Jezus, kiedy zakazuje pożądliwego spojrzenia? Przede wszystkim, chroni kobiety przed ich "odczłowieczaniem". Musimy wziąć pod uwagę, że w czasach Jezusa status kobiety był inny niż teraz. Generalnie mężczyźni rozdawali karty, kobiety tylko nimi grały. Już w księdze Rodzaju czytamy, że Abram, aby ratować własną skórę, "przehandlował" swoją żonę Saraj faraonowi, twierdząc, że to jego…siostra. (Por. Rdz 12, 9-20). Ślady tego podejścia widzimy też w Dekalogu. Dziewiąte przykazanie zabrania pożądać żony bliźniego, która, według wersji z księgi Wyjścia, była "własnością" męża, obok domu, niewolników, wołów i innych rzeczy (Por. Wj 20, 17). To nie kobieta decydowała, którego mężczyznę pojmie za męża, lecz najczęściej ojciec rozporządzał swoją córką i "sprzedawał" ją wybranemu przez niego zięciowi. Ta praktyka trwała w różnych odmianach także w chrześcijaństwie i zachodnich społeczeństwach. I to przez długie wieki. Zabraniając pożądliwego pragnienia kobiety przez mężczyznę Jezus potwierdza, że nie jest ona kimś, kogo można traktować jak "rzecz" do wykorzystania. Z kontekstu wynika, że ma na myśli głównie zamężne kobiety, choć niekoniecznie. Po drugie, zakazuje pożądliwego spojrzenia na drugiego człowieka, ponieważ jest ono początkiem grzechu. W Starym Testamencie tylko za udowodnione cudzołóstwo karano śmiercią. Sama pożądliwość nie była karana. Dopóki mężczyzna nie poszedł z zamężną kobietą do łóżka, nie było jeszcze problemu. Prawo nie zostało naruszone. Chrystus stawia poprzeczkę wyżej niż Mojżesz. Jest bardziej wymagający w tym względzie. W ten sposób wypełnia Prawo. Co to znaczy? W tekście pojawia się greckie słowo "plerosai", które oprócz "wypełnienia czegoś", np. obowiązku, oznacza też "nadanie pełni", "napełnienie". Św. Augustyn napisał, że "Jezus doskonale wypełnił Prawo, którego przestrzeganie nam sprawia takie trudności". Równocześnie Chrystus jako nowy Mojżesz nadał Prawu głębsze znaczenie. W pewnym sensie je rozszerzył, ponieważ dotąd było ono tylko etapem objawienia Boga człowiekowi. Wiemy, że chrześcijanie nie muszą zachowywać wszystkich przepisów Prawa Mojżeszowego, chociaż pochodzi ono od Boga. To apostołowie, a później ich następcy, w oparciu o autorytet Jezusa zdecydowali, że droga chrześcijan jest inna. Prostsza, ale bez pomocy Bożej, niemożliwa do przejścia. Na czym ona polega? W dzisiejszej Ewangelii Chrystus przestrzega przed zbyt małą sprawiedliwością uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Twierdzi, że warunkiem wejścia do królestwa jest większa sprawiedliwość, która nie zatrzymuje się tylko na przepisach, lecz wnika w serce. Ta sprawiedliwość opiera się na takim spojrzeniu na świat i człowieka, które nie oddziela tego, co zewnętrzne od tego, co wewnętrzne. Faryzeusze dbali bardziej o zewnętrzną stronę misy i kubka, o ludzką opinię, o zewnętrzny wygląd. Mniej przejmowali się ich intencjami i motywami. Jezus mówi do każdego ucznia: "Nie patrz na sprawy zewnętrznie, czyli tylko na to, co widać. Nie skupiaj się jedynie na skutkach, bo niewiele w twoim życiu ulegnie zmianie". Słowa Chrystusa objawiają istotną prawdę o człowieku. Nie widzimy tak naprawdę "głębi" dobrych czynów ani naszych grzechów. Nie potrafimy rozwikłać całego naszego wewnętrznego poplątania. Łatwo ulegamy złudzeniom w lokalizowaniu źródła naszych problemów. W efekcie nie potrafimy też sami znaleźć odpowiedniego lekarstwa, chociaż uporczywie próbujemy. By pokazać, o co chodzi z większą sprawiedliwością, Chrystus "rozszerza" obowiązywalność dwóch przykazań dotyczących zabójstwa i cudzołóstwa. Według Niego, te przykazania nie są złamane dopiero wtedy, gdy wykroczenia dochodzą do skutku. Aby zaistniał grzech, wystarczy wewnętrzne pragnienie i decyzja. Zupełnie inaczej niż w orzecznictwie sądowym. Żaden sędzia nie skazałby oskarżonego za to, że chciał zabić człowieka, ale tego nie zrobił. Dla sądu motyw jest nieistotny, jeśli nie doszło do przestępstwa. Jezus pokazuje, że złu można zapobiec już u jego zarania, gdy człowiek zacznie dostrzegać swoje chore pragnienia i je odrzucać. Prawo zewnętrzne, instytucje państwowe i różne struktury często mogą tylko ograniczyć zło i złagodzić jego skutki, ale to za mało. Jezus przykłada siekierę do korzenia. Zwraca uwagę, że nie zmniejszy się na świecie ilości zabójstw, nierządu i zdrad, jeśli człowiek nie podda się duchowemu oczyszczeniu, jeśli nie będzie czuwał nad swoimi pragnieniami i myślami. Naiwnością jest pokładanie nadmiernej ufności w tym, co zewnętrzne. Ograniczenie skutków zła to pierwszy krok, a czasem, niestety, ostatni, ponieważ wszelkie zło i dobro bierze początek z naszego wnętrza. Prawo stanowione, struktury i instytucje państwowe nie mają tam dostępu. I dlatego do zmiany świata nie wystarczy prawo, które bazuje na delikcie i dowodach rzeczowych. Powróćmy do pogłębionej wykładni szóstego przykazania, którą zapisał św. Mateusz. Możemy się zapytać, jaka jest różnica między tym, że ktoś się komuś podoba, a tym, że kogoś się pożąda? Przecież u źródeł każdego małżeństwa leży zakochanie, współmałżonkowie nawzajem wpadają sobie w oko, przynajmniej z początku dotyczy to jednej ze stron. Co więcej, trudno wyobrazić sobie małżeństwo bez pożądania seksualnego. To św. Augustyn uważał, że nawet jeśli małżonkowie współżyją, to ulegają pożądliwości i zaciągają grzech lekki. Kościół nie uznał tego za obowiązującą naukę. To nie w samym patrzeniu tkwi problem ani nawet w pożądaniu seksualnym. W tekście greckim pojawia się wyrażenie "pros to episthymesai" - " w kierunku pożądliwości", "w stronę pożądliwości". Należałoby więc wyrazić to zdanie w ten sposób. "Każdy kto patrzy na kobietę tak, aby jej pożądać, już dopuścił się z nią cudzołóstwa". Jezus mówi o spojrzeniu, które zarażone zostało pożądliwością. Jeśli tak, to istnieje również spojrzenie na kobietę (lub mężczyznę), które nie pragnie jej lub jego pożądliwie. Dzięki temu, że widzimy fizycznie, unikamy potknięcia, zderzenia czy w ogóle zranienia ciała. Ale równocześnie dzięki widzeniu możemy upaść duchowo. Tutaj szczególnie doświadczamy, jak ciało połączone jest z duchem. Spojrzenie może, ale nie musi prowadzić do grzechu. Patrzymy codziennie na setki rzeczy, na różne osoby, ale ich nie pożądamy. Nasze spojrzenie może jednak stać się narzędziem innej siły, która nim kieruje i wiedzie na manowce. Chrystus mówi o czystości serca, a nie tylko o zewnętrznej czystości ciała. Na tej drugiej skupia się głównie legalizm i faryzeizm. Chodzi raczej o różnicę między czystą miłością a nieczystością. Czysta miłość, której początkiem bywa zakochanie, traktuje drugiego człowieka z szacunkiem, pragnie dla niego dobra, poświęca się dla niego, nawet jeśli nie jest to przyjemne. Nieczystość wydobywa się gdzieś z otchłani naszych ciemności i zarażona pożądliwością, paraliżuje nasze spojrzenie. Takie złe pragnienie jest karykaturą panowania Boga nad człowiekiem. Wykrzywia też obraz drugiego człowieka w naszych oczach. Pożądliwe spojrzenie traktuje drugiego człowieka jak przedmiot użycia, patrzy na niego z góry, nie widzi w nim osoby równej w godności, lecz kogoś, kto nadaje się do osiągnięcia egoistycznych celów. Człowiek ulegający pożądliwości nie ma zamiaru budować trwałej relacji. Do spełnienia pożądliwości wystarczy ktoś obcy i przypadkowy. Przy tym nieczystość ucieka się często do manipulacji i podporządkowania, nie tylko seksualnego. Podstawowym motorem działania jest tutaj szybka przyjemność i zysk. Prawdziwa miłość rozwija się powoli, jest wytrwałością, stopniowym osiąganiem celu, a nade wszystko relacją. Nieczystość chce wszystko osiągnąć natychmiast, ale na krótko. Pożądliwość musi zmieniać swoje "ofiary", bo szybko się nimi nuży. Nieprzypadkowo średniowieczni myślicieli nazwali pożądliwość "podpałką do grzechu" - "fomes peccati". Nagle się zapala, ale też błyskawicznie znika po zaspokojeniu. Szuka jednak kolejnej okazji, bo pożądliwość jest nienasycalna. Albo pozostaje w uśpieniu, albo trzeba ją ciągle karmić. Miłość prawdziwa jest ogniem, który płonie ciągle, choć z różną intensywnością. I czerpie nie tylko z tego, co widać i czuć w zmysłach. Najwięcej paliwa czerpie z tego, czego nie widać. Zakochany nie widzi więc tylko ciała, choć z początku nie potrafi jeszcze wyrazić, czym jest to "więcej". Potrzebuje czasu, aby poznać osobę. Pożądliwość nie jest tym zainteresowana, bo jej chodzi tylko o ciało.

czy chwalenie się jest grzechem